piątek, 22 stycznia 2010

Popekologia


Trudno nie zauważyć wysypu „ekologicznych” firm, produktów i usług w Polsce. Przedrostek „eko” można przykleić praktycznie do każdego słowa, aby w głowie konsumenta zaświeciło się, a przynajmniej powinno, według „ekofirm”, zielone światełko.

Wątpliwość przy takich działaniach budzi różne rozumienie „ekologiczności” danego produktu czy usługi. Brak wytycznych w zakresie stosowania słowa „ekologia” oraz pochodnych do niego wyrazów powoduje, iż definicja słowa „ekologia” została rozszerzona na pola związane z żywnością (eko żywność), urodą (eko kosmetyki), czy finansami (eko karta kredytowa).

Trudno nie oprzeć się wrażeniu, iż wiele nazw produktów i usług z przedrostkiem „eko” nie ma wiele wspólnego z …. No właśnie, z czym? Jak należy rozumieć „ekologiczność” danego produktu czy usługi, jeśli tylko ich znikoma liczba posiada certyfikaty ekologiczne? Czy pozostałe firmy tylko przyodziewają zielone fatałaszki?

Niejednokrotnie stawiam sobie to pytanie, nawiązując współpracę z firmami czy realizując autorskie projekty. I szczerze mówiąc, często biję się z myślami, rozważając, czy dana firma, mimo że nie posługuje się certyfikatami, może być nazwana ekologiczną (nie wspominając o tym czy moje działania, jako firmy, można podsumować jako ekologiczne..).

Rozmawiałam niedawno z dystrybutorem toreb bawełnianych, który oferuje je w Polsce jako „torby ekologiczne”. (Jak się ostatecznie okazało, bezpodstawnie na wstępnie zarzuciłam im posługiwanie się pustą „ekologiczną” terminologią, tylko dlatego, że po pobieżnym zapoznaniu się z ich ofertą nie znalazłam informacji, które upewniłyby mnie co do źródła pochodzenia ich produktów.) Rozmowa potoczyła się w kierunku świadomości ekologicznej firm. Niestety, dla wielu z nich nadal każda bawełniana torba reklamowa jest ekologiczna, pod warunkiem, że jest tania. Nie oszukujmy się – ekonomiczność nie jest tożsama z ekologicznością, mimo iż czasem te słowa są stosowanie wymiennie.

Winę za brak wyraźnie postawionych granic pomiędzy eko produktem a eko ściemą, a tym samym wprowadzenie w błąd konsumentów, ponoszą firmy oraz agencje. Warto pamiętać, że moda na ekologię może konsumentom zobojętnieć, jeśli zostanie sprowadzona do popekologii, która nie będzie niosła za sobą żadnych wartości, poza rozrywką. A jeśli już się bawimy w ekologię i chcemy na niej zarabiać, przemycajmy w niej treści, które pozostaną w konsumencie dłużej, niż ekobatonik. Wyjdzie to wszystkim na zdrowie.

źródło zdjęcia